„Warstwy dzieła nieobecności” – o indywidualnej wystawie Angeliki Fojtuch pisze Monika Popow

Sztuka Angeliki Fojtuch to laboratorium doświadczenia opierające się na bezpośredniej relacji z drugim człowiekiem. Performance to dla artystki najbardziej bezpieczna, ale też najbardziej radykalna forma komunikacji, poprzez którą ona i odbiorcy jej sztuki zyskują możliwość spotkania, a w konsekwencji, współodczuwania z drugim człowiekiem. To czasem wręcz zlanie się z nim w jedną całość, wejście prawie że pod skórę. To sytuacja intymna i radykalnie bliska w swoim ludzkim wymiarze. Fojtuch porusza w ten sposób niejednokrotnie wątki trudne, pozwalając doświadczyć sobie i uczestnikom swoich działań sytuacji granicznych.

Nie sposób patrzeć na sztukę Angeliki Fojtuch bez odniesienia do etapów jej własnej prywatnej drogi. Pojawia się w niej wiara artystki w szczerość relacji w sztuce, następnie bolesne doświadczenie kradzieży tożsamości artystycznej, przyrównywane przez Fojtuch do doświadczenia śmierci, aż wreszcie, powolne składanie siebie, które nie jest jeszcze jednak całkowitym odrodzeniem. Ten stan pomiędzy – życiem i śmiercią, byciem i niebyciem – stał się dla Angeliki Fojtuch terenem eksploracji.

Pretekstem do napisania mojego tekstu stała się retrospektywa Fojtuch pokazywana w dniach 7 września – 14 października 2018 r. w Gdańskiej Galerii Miejskiej. Jego bezpośrednim celem jest natomiast synteza piętnastu lat twórczości Angeliki Fojtuch oraz spojrzenie na sztukę performance jako na różnorodny wymiar obecności, znaczony nie tylko kolejnymi inspiracjami artystycznymi, ale też wydarzeniami w życiu artysty.

To, co kobiece. To, co ludzkie.

Twórczość Angeliki Fojtuch często sytuowana jest w kontekście sztuki feministycznej. Ten trop widoczny jest szczególnie we wczesnych pracach artystki, takich jak „mamix” (2002), „lubię bawić się lalą” (2002), czy też „Święto kobiet” (2004), podejmujących tematykę społecznego postrzegania kobiecości, również w kontekście społecznej ułomności, jaką może stać się naznaczenie płcią. Jednakże zaryzykowałabym stwierdzenie, że nie jest to jedyny klucz do interpretacji jej twórczości.

Performance „mamix” przedstawia sytuację, w której performerka czyści, owija w kołdrę, a następnie tuli i kołysze własną rękę. Karmi ją piersią tak, jak karmi się dziecko. Czy jest w tym momencie kobietą opętaną chęcią posiadania dziecka? Czy jest wyrazem dojmującej tęsknoty? Jeśli jednak spojrzeć na przykład na „mamix” w kontekście szerszym, zwłaszcza biorąc pod uwagę początkowe minuty performance’u, gdy artystka, zanim utuli swoją dłoń, zmywa lakier z paznokci, patrzeć na „mamix” możemy jako na próbę zatroszczenia się o samą siebie. Niezależnie, czy jest to zmycie oznaki atrakcyjności, jaką jest zmycie lakieru, czy też po prostu zejście z widoku publicznego, ręka, zmęczona, tulona niczym płaczące dziecko, staje się symbolem tej części nas samych, która wymaga ukojenia. Matczyna opieka to przecież najbardziej podstawowe i najwcześniejsze dla człowieka doświadczenie. Gdy go brakuje, próbujemy zapewnić je sobie sami.

Wątek poszukiwania tożsamości przewija się w wielu performance Fojtuch. Kiedy stoi na ulicy trzymając zdjęcie samej siebie z podpisem „Szukam tej osoby” („Szukam tej osoby”, 2007), lub, kiedy w dokamerowym performance „Onitoja” (2003), artystka pyta, kim jestem ja – jako podmiot, osoba. Wobec zagubienia siebie w ciągłym upływie czasu i zmianie, pozostają nam czasem tylko figury przodków i przodkiń lub zdjęcia, będące świadectwem ostatniego uchwyconego momentu, gdy byliśmy sobą, lub też byliśmy kimś, kim dawno już nie jesteśmy. Ktokolwiek wie, ktokolwiek widział… mnie. Kto może pomóc nam odnaleźć samych siebie?

 

Doświadcz tego ze mną

Bardzo charakterystyczna dla twórczości Angeliki Fojtuch jest bezpośrednia interakcja z publicznością. W performance takich jak „Twoja” (2005), „4U” (2008/2009), „Va Banque” (2010) i kolejnych ich odsłonach, artystka stosuje stałą strategię – wybiera spośród publiczności jedną osobę, przeważnie mężczyznę, jakby tymczasowo przechwytując go do wnętrza performance. W „twojej” trzyma się kurczowo nogi mężczyzny, stając się przysłowiową kulą, która krzyczy jeszcze „biegnij, kurwa, biegnij”, skutecznie uniemożliwiając jakikolwiek ruch. W „4U” owija siebie i jego bandażem, tworząc jakby jedną postać. W „Va Banque” wnika pod ubranie mężczyzny, stopniowo przejmując je aż do momentu, gdy może oddzielić się kompletnie ubrana. To mocne, jak najbardziej wręcz dosłowne konfrontacje, balansujące na granicy najczęściej pojawiającej się formy kontaktu pomiędzy performerem a odbiorcą. Publiczność staje się tu częścią performance w najbardziej dosłowny sposób. Tak bezpośredni kontakt jest niebezpieczny. Może budzić opór, może też wcale nie być chciany. Równocześnie jednak jest on najbardziej radykalną formą bliskości pomiędzy ludźmi. Nie jest to bliskość intymna, jest dosłowna i fizyczna. Jest dotykiem, na który rzadko pozwalamy sobie w sytuacjach społecznych. Tytuły performance (dla ciebie – „4U”, „twoja”) sugerują, że to przeżycie ma być dla zaangażowanego mężczyzny po coś, ma mieć, w konsekwencji, jakieś znaczenie, inne niż tylko niemożność wyplątania się przez kilkanaście minut z objęć obcej kobiety. W jakim celu artystka daje komuś tak graniczne doświadczenie? Jeśli uznamy, że sztuka jest sytuacją bezpieczną, bo wyjętą z kontekstu prywatnego życia osoby, udział w performance staje się elementem doświadczenia, przeżytego w warunkach sztucznych, a mimo to niezbywalnego. Oni już przeżyli tak radykalną bliskość, wiedzą, czym dla nich jest. Być może są jednymi z nielicznych w naszym społeczeństwie, którzy mieli taką szansę.

Angelika Fojtuch jest odważna. To nie jest społecznie przyjęte, aby kobieta, nawet artystka, prowokowała mężczyzn do tego typu przeżycia. Robi to też poza kontekstem seksualności. To spotkanie, symbolicznie pierwiastka męskiego i kobiecego, ma być spotkaniem ludzkim. Można oczywiście zapytać, dlaczego Fojtuch chce podarować komukolwiek takie doświadczenie? Z drugiej strony, odpowiadając, zapytać jednak można, co najcenniejszego podarować może sztuka swoim odbiorcom, jeśli nie możliwość poznania samych siebie?

Laboratorium ludzkiego doświadczenia jest w twórczości Fojtuch radykalne również dla niej samej. Poprzez sztukę doświadcza, ona, jakby na nowo, własnych, nawet najbardziej traumatycznych doświadczeń. W performance „Płot” (2012) odtwarza doświadczenie ucieczki z płonącej hali Stoczni Gdańskiej. W „Caro” (2012), zrealizowanym na Dominikanie w wyniku doświadczenia napadu i rabunku, staje się ucieleśnieniem odczłowieczonego białego turysty, który wart jest tyle, ile biżuteria, którą na sobie nosi. Fojtuch staje się tutaj białym trupem, porzuconym w rowie. Czy w ten sposób oswaja traumatyczne doświadczenia? Czy może upomina się o uznanie ich miejsca? „Caro” wydaje się być krzykiem niezgody na przemoc. Jest w moim odczytaniu najbardziej politycznym performance Angeliki Fojtuch, radykalnie wprowadzającym w przestrzeń publiczną Dominikany ciało i tożsamość białej kobiety.

 

Nieobecność

Omówione do tej pory performance Angeliki Fojtuch zaliczam symbolicznie do pierwszego okresu jej pracy. Cezurą jest rok 2013 i akcja artystycznej solidarności „Sztuka! Nie kradnij. Tożsamość! Nie kradnij” przeprowadzona przez Fojtuch oraz wspierające ją osoby w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie1. To mocne i osobiste, ale też w wielu wymiarach, uniwersalne działanie, poruszające kwestię uczciwości, transparentności i zaufania. Performance interwencyjny, który osiągnął największy rozgłos medialny w dorobku Angeliki Fojtuch, to też, paradoksalnie i symbolicznie, moment jej zniknięcia.

Wszystko, co wydarzyło się w trakcie i potem artystka porównuje do doświadczenia śmierci. Samą akcję, mimo iż była w karierze Fojtuch momentem zwrotnym, zdecydowała się pokazać na wystawie w formie pustych pudełek. Komentuje ironicznie: „To tylko opakowanie, chwilowy rozgłos na poziomie rozrywki”. To przypadek działania artystycznego, w którym zaciera się granica między życiem a sztuką.

W 2014 roku w Goteborgu realizuje performance „Znaczenia”. Mówi publiczności, że dawno temu zrealizowała w tym miejscu performance, wskazuje nawet z pewną dokładnością na miejsce, w którym miało się to stać oraz czas jego trwania. Nieoczekiwanie staje po stronie publiczności i zaczyna wpatrywać się w puste miejsce.

„Znaczenia” to performance o fikcji, która staje się prawdą. Performance, który w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca, zafunkcjonował już w świadomości każdej osoby z publiczności. Chociaż fikcyjny, wypowiedziany, nabrał mocy stawania się. Ten performance zapoczątkowuje wątek nieobecności w twórczości Fojtuch. Jest też swoistego rodzaju komentarzem do rzeczywistości, w której prawda zależy często od uznaniowości.

Podobny środek wyrazu Angelika Fojtuch stosuje w performance „Mur” (2014), w którym zapowiada pokaz drastycznego filmu ze Strefy Gazy. Tym razem po zapowiedzi wpatruje się w pustą ścianę. Jednakże film zaistniał już w świadomości publiczności, wyobrażony przez każdą osobę w inny sposób. Po raz kolejny fikcja stała się realnością.

Pojawia się minimalizm, ruch staje się oszczędny, jakby uwięziony w ciele. W „Ostatnich tańcach” (2013) Angelika Fojtuch, podobnie jak wcześniej, wybiera z tłumu mężczyznę, koło którego zaczyna tańczyć. Taniec jest tu osobny, jakby niedomówiony, nie przypomina dialogu partnerów, jak ma to wyglądać w tańcach klasycznych, lecz raczej podrygiwanie, w którym partnerzy nie są ze sobą w kontakcie. To jakby metafora naszych relacji opowiedziana poprzez taniec.

W „Komu komu” (2015), z kolei, Angelika Fojtuch przeprowadza performance, który zaczyna się od końca – od podziękowań skierowanych do mieszkańców miasta, w którym występowała. Działanie to trwa długo, publiczność powoli zaczyna wychodzić, ostatecznie performerka wyczytuje nazwiska przy pustej sali. Performance nie ma tutaj zdefiniowanego zakończenia. Nieobecni są tutaj zarówno wyczytywani mieszkańcy, jak i, pozornie, samo działanie performatywne.

W kolejnych performance pojawia się też pijawka, która staje się towarzyszącym Fojtuch symbolem. Na przykład wtedy, gdy wyprowadza z muzeum własną rzeźbę („Wyprowadzona”, 2014), lub, gdy niczym jako trochę miły, ale też trochę straszny miś stoi przez trzy godziny nieruchomo w witrynie galerii, a z nadgarstka cieknie jej krew („Halo”, 2014).

 

Obecność to dla sztuki performance kluczowe pojęcie. Jej zaistnienie wydaje się koniecznym warunkiem dla realizacji performance, w ramach którego pojawić powinien się artysta oraz publiczność, nawet jeśli jej obecność zapośredniczona będzie przez oko kamery. Bycie, trwanie, bezruch – to strategie często wykorzystywane przez performerów. Wspólne bycie, takie, jak zdefiniowała to Marina Abramović, stało się współcześnie ważnym punktem odniesienia dla rozumienia performance.

Angelika Fojtuch również często korzysta z tych narzędzi. Sam wątek obecności – nieobecności pojawia się w sztuce Fojtuch niemal od samego początku, przy czym najczęściej było to przywracanie, lub też „uobecnianie nieobecnych”, jak we wspomnianym już performance „Onitoja”. Tym razem jednak nieobecność dotyczy niej samej i rozumiana jest jako jedna z kondycji człowieka. Ten etap jej życia i twórczości charakteryzuje niebycie.

Czy można być w niebycie? Istnieć pomimo nieistnienia? Niebycie, podobnie jak niewiedza, to przecież jedna z kondycji człowieka. Jest ona trudna do zaakceptowania, bo wiąże się z niepewnością, brakiem zdefiniowania i byciem pomiędzy. To stan równocześnie uwalniający i krytyczny, wymagający radykalnego bycia, a zatem, obecności z samym sobą.

W sytuacji symbolicznej śmierci, o której mówi Fojtuch, niebyt wydaje się być stanem, z jednej strony, naturalnym, bo pozwalającym na regenerację, z drugiej, nieoczywistym. Nie jest to bowiem stan przejściowy. Fojtuch, jako performerka, trwa w stanie nieobecności.

Stan ten może być w performance realizowany na różne sposoby. Już sam pomysł wystawy performance zrealizowanej w galerii, kiedy to performerka nie przebywa wspólnie z publicznością, tak, jak zrobiła to Abramović, jest dokumentowaniem nieobecności. Odwiedzający wystawę mogli zobaczyć jedynie dokumentację akcji Angeliki Fojtuch. Dokumentacja zaś, jest jedynie medium zapośredniczającym performance. Samego performance ani performerki na wystawie jednak nie było.

 

Wychodząc od nieobecności Angelika Fojtuch radykalnie przedefiniowuje jednak sztukę performance. Wydaje się, że, jakby parafrazując słowa Mariny Abramović „The Artist is present”, mówi „Nie ma mnie tu”, a poprzez to obecna jest jeszcze bardziej, stając się znaczącą nieobecną, która, paradoksalnie, aktywnie działa. Nieobecność staje się jej strategią i środkiem wyrazu, stając się warunkiem koniecznym działania performatywnego. W ten sposób Angelika Fojtuch po raz kolejny pozwala publiczności i samej sobie doświadczyć stanu krytycznego – nieobecności – jednego z najtrudniejszych stanów przypisanych życiu człowieka.

Monika Popow

Tekst powstał w ramach wystawy „Angelika Fojtuch. Warstwy dzieła nieobecności” prezentowanej w Gdańskiej Galerii Miejskiej 2 w dniach 07.09. – 14.10.2018

Monika Popow – badaczka kultury, filolożka, pedagog. Doktor nauk społecznych. Zajmuje się krytycznymi nurtami w sztuce i kulturze, zwłaszcza teorią postkolonialną. Autorka książki „Kategoria narodu w dyskursie edukacyjnym” (Wyd. Naukowe UAM 2015) oraz współautorka, razem z Iwoną Zając, „Idealna. Od poradnika do dialogu” (GGM 2012).

1Pełny opis akcji „Tożsamość! Nie kradnij!”: D. Łagodzka, Performens interwencyjny Angeliki Fojtuch, Obieg, 13.02.2013.

 

Udostępnij: